Pokrywa mnie wpisów białość liter.
Podnieca mnie, zieloność czy ciemność oczu.
Wstałem rano, gdy szedłem w kierunku zachodu
nie odszedłem daleko, ledwie metrów kilka
gdy w niebie dziura się stała, pełna samego
uczucia skrytego, gdzie niczego nie tego
czego bym chciał, rybka w myślach mego
odnóża, gdzie woli było więcej niż skrawków doli
w dole pełnym niedoli
i nie dążę już, w kierunku mych pomylonych
Ludzi zniewolonych.
Myśli zajebanych, siekierą ostrza bladą mistrz nie daleką
co gdzie nie w dole to w średniości się zajebie
czy też w nie małości odległości ujdzie w tłoku i przejedzie
po gruzach ciał wydalonych skowytach
i nie odda interpunkcji, właściwością swą w pikietach
gdyż ma w dupie, wasze skowyty i błagania obsranych niedoskonałych
obiboków wykurwiście zajebanych.
Odjebcie się, kurwa jebańcy zajebani
w swe trasy zakręcone i swe dole odwalone
Nie ja, waszmy spatkobiercą, bólu i potępnienia
Matki i przyjaciele wasi, obsłuchają wasze zbolałe kończenia
historii w chuj oblepianych i z dupy wyrywanych.
Odejdź i ta, która do naturalnego wróciła, kiedym ja Cie kochał
i kiedy ja Cię nigdy kochać nie przestał.
Wyjdź, przejdź odejdź bo patrzeć ja nie skłonny
choć w mych myślach tona mega-ton trotylu się wymienia mocy
wydającej miliony istnień ludzkich.
I to wszystko, bowiem pokochać się dałaś,
to daj się odkochać.
__________
A nie kochać nadal..