A nie ma cie tam wariatów? Nie, bo niby czemu? A racja, choć pytaniem na pytanie miło odpowiadać nie jest. Szedłem raz ulicą, w sumie nic specjalnego, szło się bo szło. Przede mną w sumie też nic specjalnego nie było, ni też czekało. Pora… chyba wieczorną porą to było. Sam spacer był oddechem wiosny, oddechem wiosny w płuca, z papierosem w ręku, z głową pustą. Nie ważne gdzie doszedłem, nie ważne też gdzie szedłem. I tu taki mały zwrot akcji, choć ni to romantycznie ni wspaniale czy pięknie to sms’a dostałem. A jak było by lepiej? O poczcie, że tak powiem tradycyjnej, nie wspomnę, albowiem trudno by było akurat listonosza spotkać. Ale choćby telefon, a już lepiej spotkanie przypadkowe. No, ale nie ważne. Idę sobie idę, albowiem w sumie nigdzie dojść nie chcę i dostaję tego bezdusznego, jakby się zdawało, sms’a. nie tyle co treść co prędzej numer mnie zaskoczył. Rzadko kiedy dostaje się sms’a od powiedzmy nieznajomej, z powiedzmy „przypadku”. Jedyną mą reakcją był lekki, może szyderczy uśmiech. Schowałem telefon i szedłem sobie dalej, albowiem w sumie do nikąd nie zmierzałem. Może to papieros się skończył, nie wiem – ale na pewno zapaliłem kolejnego. Czy to wtedy zszedł z mej twarzy ten uśmieszek? Czy to był ten moment w którym spłynął on, zwolna, bowiem jam tego ni jak zauważył, czy też może wyparował gdzieś moment wcześniej; tak czy inaczej uśmiechu nie było. Twarz, lub prędzej jej wyraz – poważny, z lekką dozą smutku. A co miałem powiedzieć? Nic przecież, co ja będę mówił. Czasem dobrze jest coś rzec, lecz kiedy już pisze się cos to, to zostaje, a co gorsza wywiera wpływ i co jeszcze gorsze w jakiś sposób działa. Choć w sumie, brak działania też wywołuje fale na srebrzystej tafli jeziora horyzontów zdarzeń, czyż nie? Ach, nie, tego pytania jam sobie nie zadał, w mych uszach brzmiało tylko „z przytupem” zespołu co najmniej wspaniałego, zwanym przeze mnie a i zapewne przez innych „voovoo”. Ależ, tak, tak odpływam od tematu który tak czy na wskroś jest jakoś zajmujący. Może nie dla ciebie, może i nie dla mnie – ale kto wie. Czy odpisałem? No skoro, fale wywołane być mają, czemu tafli nie wzburzyć? Ach, nie, nie! Nie „zburzyć” tylko „nie wzburzyć”. Tak więc, odpisałem. Niby myśl pierwsza, czemu nie znaleźć słów jakże okrutnych, co zapewne układały by się w myśl jednak piękną „to pomyłka”. Ale cóż, znów mało romantyczno-tajemniczo-pięknie zapewne mam za dużo darmowych minut. I żem odpisał. Słowa ważne już nie są, gdy sama odpowiedz wywiera wpływ, nie tyle co sam wpływ, lecz więcej! Sama odpowiedz, bez znaczenia słów, wywołała ten, wcześniej wspomniany wpływ, na same fale! Które tak czy inaczej, rozeszły się z pierwszą myślą adresata. Ależ nie mnie, mówię o twórcy nie szczęsnego sms’a. Ależ, czemuż ja to piszę? Sam sobie to pytanie zadać bym musiał, bym później sądzony o pomówienia nie był. Piszę, albowiem świat kołem się toczy, zdarzenia się powtarzają a czas jest. Czas zawsze był, choć czasem nie odpowiedni. Tak czy owak, świat poszedł na przód. Nie zostawił nic w tyle, skoro po czasie i tak już nic w przeszłości nie zostało. Nie zostało? No, nie dla wszystkich zapewne. Ależ kończ już Pan i wstydu…? Co? Ha, ha, ha! Tak w sumie racja. Nie, nie, już jestem poważny. Poważnie. Czymże bym był jak nie kowadłem i młotem w celi zimnego cara, dajmy na to, Mikołajewa? No sam nie wiem, a ty, a tak Pan, więc Pani? Czy owak, nie wie tym bardziej.
Jak w mym umyśle, za tamtego czasu słyszałem, słowa cudownie piękne „Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było” znów z cudowności sześciu literek „voovoo”. To i tak w sumie myślałem, nim stanie się inaczej lepiej aby stało się tak, jak gdyby nigdy nic nie było. Bowiem co było? A co było.. wiele było, choć co to znaczy, z bariery czasu i tak mało widać horyzontu jaskrawego. A pieprzy Pan. A dziękuje, w sumie może i nawet tak, ale co to ma to do czego? Praktycznie nic, jak też zresztą cała resztę do pozostałej reszty z 8,20 a dla nie wprawionych, z Lucky Strików. I tak żebym dodał w sumie na ten już co by tu mówić koniec, to mogę powiedzieć jeno: cóż i co dalej?