Zielone obrazy

Kiedyś tak zielono… jutro spadnie śnieg, żółty - by psom odebrać przyjemność. Puch niegdyś biały, w ckliwych koralach lodu - wspomnieniem lat już przeszłych. Wiosny? gdzie smog za smokiem goni swe łapy… nie ma na co już czekać, odmęty toni ciemnej, już nie tak czarne jak kiedyś. Sól na drogach, już nie tak śliskie te podłoże. Gdzie uroki lat poprzednich? gdzie strach a i w nim piękno przeżycia dnia kolejnego? wszystko się psuje, gdy ludzie się nie boją. Wszyscy odchodzą, gdy jest im zbyt dobrze.

Różowe policzki, idą wśród czerwonych im rękawiczek. żółw, skręcił w lewo. rękawiczki prosto. Para nad czapeczką, a nie… to dym. Już urok czerwieni zamarza na potylicy. Czemu, nikt nie wytarł tej krwi ze śniegu? niby i czerwie, w karetce się kręci, lecz karmazynowy, śnieg - żółty niegdyś - zostawia ślad, jak po nie wykopanym grobie. Czy jego brzuch, zranił nóż mordercy? przecież płacze, Prawdziwi mordercy nie płaczą. BĄDŹ TWARDY! - krzyczą mu na zakręcie, lecz on płacze za chusteczki w kiosku po lewej. lekarz ni to miły Pan, ni to miłe życie - czemu tylko stoi, na d dzieciaczkiem z kości, bo krwi już wiele to on nie ma. ON? TO CIAŁO - on rzece, płynie po chodniku niczym Dunaj po kamyku. I gdyby tak nic, mur stalowy, twarzy marmurowych: stoi. nikt go przecie nie budował, lecz wzniósł go pychy i szczęścia - to nie ja! (ktoś zakrzyczy) co za szczęście - uczucie piękne.

Napisz odpowiedź