AIWA – koncert w Piwnicy 21
Jego imieniem, była niemoc. Włos, zjerzył mu się na głowie. Niemoc, trwała w srodku jego ciała. Niemoc żądziła jego myślami i niemoc wstawała z nim każdego dnia. Suche pytania, czysty brak odpowiedzi. Wiedział. Nie musiał się pytać, nie chcieli doprowadzić do kolejnej awarii. Nie dostanie życzenia. Nie pozwolą mu, wiedział to bardzo dobrze. Nie dadzą mu już więcej szans, nie dali więcej kredytu. To niemoc, niemoc wszystkiego tego co boskie, magiczne i technologiczne. Zamknięte w małym, kryształowym pudełku, obsługiwane przez tysiące ludzi. Każdego dnia i nocy. To właśnie ta niemoc – nie spełni jego życzenia. Jakże zacny był, wielki magik, wielki czarnoksiężnik – operator marzeń i kierownik przyszłości, gdyż pozwolił nikomu o tym nie wspominać. Inaczej umrze, straci prace, dom i wszystko co kocha. Tu, zająknął się. Pa nie powstrzymał łez. Pa, nie posiadał nic co by kochał. Nic ani nikogo. Tamten, nigdy nie widział smutku. Zawsze widział szczęscie i łzy, ale łzy szczęścia. Uśmiechnął się na wszelki wypadek do Pa. Jednak ten, opadł na kolana. Kontroler nie wiedział co się stało. Jak mógł wiedzieć. Nawet Pa nie wiedział. To właśnie wtedy, fabryka zatrzymała prace po raz pierwszy w historii. Zatrzymała pracę na całe szesnaście godzin. Nigdy, mediom i pracownikom nie wytłumaczyli tego fenomenu, wspominali coś tylko o: rutynowym przeglądzie i czyszczeniu tłoków. Lecz w tej maszynie, nie było żadnych tłoków. Pa, umarł. Jeszcze nie teraz, przynajmniej jeszcze nie jego ciało. Wiedział, że ostatnia szansa: Miga za nim, w kryształowym pokoju.