Harry Potter i Al-Kaida
Harry Potter i Al-Kaida
Harry biegł bardzo szybko, bowiem zdawał sobie sprawe że tuż za nim może być niebezpieczeństwo, na dodatek nie jdeno, lecz cała gromada niebezpieczeństwa. „abuhu-ala kakadu uja al uu” słuszął za soba, wiedział – że tym razem to nie przelewki. Szybko skręcił w korytarz po prawej, mając nadzieję że zmyli tym pościg. Schował się za wielką czerwoną kotarą, jakich było wiele w Hogwarcie. Za bardzo się bał by patrzeć. Głośne głosy i szybki stukot kroków zbliżał się wprost na niego. Nagle, gdy zdawało się że już głośniej być nie może wszystko ucichło. Harry otworzył oczy i ostrożnie wyjrzał za kotarę. Stało tam ponad pół tuzina talibów, wszyscy ubrani w typowe dla nich długie piaskowe szaty, bardzo podobne do tych czarodziejskich z europy, tylko ze czarodzieje tutaj, mieli czarne. Jeden z nich, wyjął różdzkę i krzyknął „alabacha-tamatacha Ui Ui tarta-tata” i na końcu jego różdzki zaświeciło się białe światło, a następnie cąły korytaż wypełnił się tym jaskrawym światłem. Parenaście metrów dalej, w innym korytarzu, Hermiona zobaczyła dziwny blask. Wyjrzała więc za zakręt z którego ono dochodziło i zobaczyła czternastu talibów. „O nie!} pomyślała „Nie pamiętam jakie to było zaklecie…” lecz gdy tylko ta myśl przeszła, już sobie przypomniała. Nie myśląc zbyt dużo wyciagneła swoją różdzkę i wyskoczyła za zakręt. Nim połowa z Talibów zdążyła wyjąć swoje różdzki ona już krzyczała i machała swoją różdzką jak mopem, po brudnym stoliku: „Al-kaida fiu fiuu, Bush ba bum BUM bum! Mass destruction! Bomb bomb! Ameryka ! iraqus płonus!!!!!” i z konca jej różdzki, wyskoczyło widmo Busha, które biegnąć z całego rozpędu na talibów krzyczało: „Gdzie macie bomby of mass destraction! Gdzie są gdzie są !! aaaa-la-la-la-la-la!” To właśnie wtedy, talibowie wiedzieli ze przegrali, jedne z nich, uciekając krzyknął „Ale-bym bum my nie, bum allah, bum wy allah wielkas bum bum!” co w wolnym tłumaczeniu moze oznaczać „ssikałem sie w gacie od twojego czaru patronusa”. Harry, lekko przestraszony wyszedł zza kotary.
- dzięki Hermiono – powiedział.
- O, Harry! Nie wiedziałam ze tu jesteś – odgarneła włosy i się uśmiechneła – ale sam widzisz, że po deszczu biega więcej talibów. Musisz uważać, jakbym się tak bardzo nie skupiła
-ee… hermiono?
- Harry! Wiesz ze nie lubie jak mi sie przerywa, więc, jakbym tak bardzo się nie skupiła, no wiesz bardzo intensywnie myślała…
- ale Hermiono…
- Harry! No, to bym… no wiesz gdybym nie była aż tak dobrze przygotowana to bym nie wypuściała
- no właśnie, apropo wypuszczenia…
- Co, co? Podobał ci się mój patronus, co? Jak napisali w podręczniku, patronus zawsze chroni przed nieistniejącymi bombami masowej zagłady i skutecznie odstrasza Talibów…
- Emm… Hermiono….
- no co Harry, no co?
- Tampon ci wypadł…
- ach… emm… tak, to sie… no… zdarza jak zbyt się wysliam z mysleniem…. no wiesz, rano nie miałam czasu żucić zaklecia „abra-zakretka” no i uzywam jeszcze czasem tych mugolskich wynalazków…
C.D.N.
15 sierpień, 2007 @ 12:30 pm
Hi hi, jak sobie to wyobrazilem….