Raz jeszcze
Sunrise Avenue - Fairytale Gone Bad
Raz jeszcze, uśmiechnął się do Niej. Nawet się na niego nie patrzyła. Pierwszej łzy nawet nie zauważył, następna jednak szybko go speszyła. Odwrócił od niej wzrok i wierzchem dłoni otarł gorycz spływającą po jego policzku. Jeszcze przez chwilę, patrzył się gdzieś w przestrzeń. Kiedy znów na Nią patrzył, otworzył usta, chciał coś powiedzieć, lecz żadne słowa tu nie pasowały. Uśmiechnął się jeszcze raz.
Kiedy, jeszcze raz i bardzo lekko, dotknął jej dłoni ona ją cofnęła. Bez słowa. Tym razem, na jego twarzy nie było uśmiechu. patrzył się w tył jej głowy, kobiety która była tak blisko, a jednak tak daleko. Spróbował raz jeszcze, powoli podniósł swoją dłoń i koniuszkami palców, zaczął od ramienia, aż w dół jej ręki, głaskać. Nie cofnęła się, lecz on czuł dzielącą ich przepaść.
Jeszcze raz otowrzył usta, lecz gdy ona na niego spojrzała. Gdy spojrzała tymi swymi brązowymi oczami, umilkł. Nic nie powiedzieli. wpatrywali się w siebie jakby Bóg w Szatana, niby ten sam poziom lecz przepaść nadal wielka. Cisza była częścią otoczenia, jak powietrze nie była wyczuwalna.
Raz jeszcze, przechylił się w jej kierunku, choć widziała jego ruch nie odstąpiła. To on się zawachał, czuł barierę, jaką ona wytworzyła, choć nieświadomie, to ją czuł. Rozchyliła lekko usta, w jej oczach widział, widział to co tak bardzo chciał widzieć. Ona jednak, nie przyznawała się do swej duszy, nie przyznawała się do tego co Ona czuje. Jej lekko rozchylone wargi, mówiły jeszcze więcej. On widział, widzał że ona go chce lecz… lecz nie wiedział co ją powstrzymuje.
Kiedy wstał, raz jeszcze poczuł jej ulotny zapach. Ta specyficzna woń, woń miłości - unosiła się wszędzie gdzie byli, gdzie byli teraz, choć tak daleko od siebie i gdzie był on, a kiedyś z nią. Kiedyś, bardzo dawno. Nic innego nie istniało, tylko ona. Nie musiał patrzeć się na nią, widział ją oczami wyobraźni a zapach… zapach odpłyną wraz z kolejnym podmuchem wiatru.
Następnie, jeszcze raz powtórzył: “Kocham Cię”, ona nie odpowiedziała. Gdzieś, gdzieś w jej umyśle nie było już myśli. Nie była w stanie odpowiedzieć, nie była w stanie czuć bała się tego. Bała się, nie braku mowy, lecz tego co naprawdę czuła. Otworzyła usta i raz jeszcze powiedziała “Wiem, naprawdę wiem…”
C.D.N…