ONI – część 5

Bogusław Linda

Szli powoli, ulice były puste, bo i godzina była pusta. Kiedy doszli do jej klatki, ona zatrzymała się, stanęła naprzeciwko niego i położyła ręce na jego piersi. Przez chwilę patrzyła się w swoje stopy, lecz gdy zaczęła mówić, jej wzrok powoli prześlizgiwał się między fałdami jego spodni, aż przez brzuch i wyżej, aż do oczu. Mówiła wszystko na jednym wydechu, bardzo szybko

ONA: ja wiem, czego chcesz i kogo chcesz gdzie jesteś jaki jesteś i z kim jesteś… bo nie ze mną, nie teraz. Nie chce ci przeszkadzać… Nie, nie !! właśnie chce bo musisz się otrząsnąć, musisz przestać ją… lub choćby iść z tym dalej!! Przecież tak nie można i ja chciałam….
ON: co chciałaś?
ONA: chciałam…
ON: zaczełaś, skończ.
ONA: krążysz wokół planetarnego kurzu z już zniszczonej planety, wokół rozlanego mleka; biadolisz, marudzisz i stękasz – męczysz się. Chcesz to, chcesz tamto ale nic nie dostajesz sam sie pogłębiasz, zagłębiasz – ja chciałam….
ON: co?
ONA: myślałam, dużo myślałam. Szukałam! Tak, też szukałam: myślałam, rysowałam i planowałam: ale wszędzie Ty, wszedzie coś nie tak, bo nie tylko ja ale ona i jeszcze… no. No i Ty. Więc ja chciałam…
ON: skończ w końcu
ONA: chcę ci się oddać
ON:…

Nic nie powiedział. Sięgnął ręką do kieszenie w jej kurtce, ona myślała że chce ją z niej zdjąć, więc przekręciłą lekko szuję cofneła ręce bezwładnie. Ale nie, on wyjął tylko klucze, bez słowa odwrócił się i szybkim ruchem otworzył drzwi na klatkę. Ona, rozczarowana, niepewna – choć tak pewna tego co chce.

ON: idziesz?
ONA: zimno mi…
ON: przy mnie zawsze będzi ci zimno
ONA: nie, nie bo ja wiem… ja wiem co by było
ON: nie graj ze mną, choć już.

Patrzyła się mu prosto w oczy, on nie uciekał wzrokiem choć jej spojrzenie było silne. Silne bo widział miłość i błaganie… błaganie o wybawienie jej z czeluści…

ONA: ciemności…
ON: tak, tak… to właśnie myślałem.
ONA: czy… chcesz? Powiedz że tak, wiem że tak…
ON: choć.

Wchodzili, znów powoli i mozolnie. Każdy krok wywoływał na klatce skrzypienie, starali się iść cicho, bo niezręczna cisza jaka ich ogarnąła: była mocna, naprawde silna – a każdy dzwięk niszczył ją. Ona chciała go przeprosić, może poprosić aby nie pamiętał o co prosiła. Ale nic nie mówiła, miała nadzieje iż nim dojdą do jej drzwi, on sie zdecyduje. Jak nie, żuci się na niego. Przecież nic wiecej jej nie pozostało.

ONA: to te
ON: wiem, byłem tu pare razy…
ONA: wiele
ON: tak, wiele…
ONA: otworzysz?
ON: na oba zamknełaś?
ONA: tak.
ON: bo wiesz…
ONA: co?
ON:…
ONA: już nie będę ci przerywać, przepraszam.

Przytuliła się do niego, on nie powiedział nic więcej. Skrzypienie powoli otwieranych drzwi, zagłuszył jej głos:

ONA: weź mnie, jestem cała Twoja.
ON: totus tuus…
ONA: zawsze
ON: boję się…

Stali w swoich objęciach na klatce. Ona już płakała. On: bał się ruszyć. Mówiła do niego przez łzy:

ONA: Na zawsze, ja.. ja ja na zawsze, wiesz? Ja tu będę, dla Ciebie dla Ciebie dla… tylko dla Ciebie. Tu, tam czy tam gdzie Ty tylko, tylko.. ja tak tego chce, chce dotyku, Twojego dotyku Twoich ramion i Twojego ciepła. Chciałabym, chciałabym abyś chciał to samo abym mogła ci się oddać a Ty byś chciał
ON: Ja…
ONA:

rozumiem, już już rozumiem.
Choć do środka, choć.
Będe Twoja, Twoja już.
Nie opuszcze cię już.

ON: co ja mam ci powiedzieć…
ONA: chciałabym, abyś powiedział że mnie kochasz. Choć moze to nie jeszcze teraz, moze pożniej, nie teraz… mozesz później. Teraz, powiedz że mnie pragniesz, że mnie chcesz że zostaniesz na tę noc. I następną.

C.D.N… 

Opublikowane w: Bez kategorii on 1 lipiec, 2007 at 6:34 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://thesilus.wordpress.com/2007/07/01/oni-czesc-5/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Leave a Comment