Darmowa jazda, po moich myślach

Zjadłem lekko słonego ogóro-banana o poranku bez słońca, a moja czwarta ręka uderzyła w dzwonek bez serca. “Cip, Cip” zagruchały gołębie, zachęcając nas do rozrzucenia starych okruszków zepsutych dyń. I choć on wstał, to ja sobie posiedziałem; gdy w przeszłości ja wstałem a on posiedział. Cisza ogarnęła Gołębie, gdy placek spadł z podłogi i zmiażdżył mój talerzyk, a wtedy filiżanka uderzyła w stół bez piątej nogi. Stonoga z płaskostopiem okrążyła wylaną kawę z kawałkami mielonego i zaczęła zajadać się jego małym palcem u stopy gdy ten wyskrobywał okruszki z małego grzyba atomowego. I zagryzał zęby wraz z językiem brzydkim, gdy stonogi czterdzieści stup zmiażdżył. I nawet ja usłyszałem mlaśnięcie tygrysa.
Odszedł więc on, od tygrysa dzieci – lecz gdy lwica za muczała, sam się zdziwił i potrącił różowy abażór po jego na wprost. Kości wysuszały i zmieniły się w lekkie bambusowe nitki. Na prawo gdzieś z przodu – widzę blask ciemności i słyszę światło jej cienia.

C.D.N.

Opublikowane w:  on 13 Czerwiec, 2009 at 12:29 am Dodaj komentarz

okrywa

Pokrywa mnie wpisów białość liter.

Podnieca mnie, zieloność czy ciemność oczu.

Wstałem rano, gdy szedłem w kierunku zachodu
nie odszedłem daleko, ledwie metrów kilka
gdy w niebie dziura się stała, pełna samego
uczucia skrytego, gdzie niczego nie tego
czego bym chciał, rybka w myślach mego
odnóża, gdzie woli było więcej niż skrawków doli
w dole pełnym niedoli
i nie dążę już, w kierunku mych pomylonych
Ludzi zniewolonych.

Myśli zajebanych, siekierą ostrza bladą mistrz nie daleką
co gdzie nie w dole to w średniości się zajebie
czy też w nie małości odległości ujdzie w tłoku i przejedzie
po gruzach ciał wydalonych skowytach
i nie odda interpunkcji, właściwością swą w pikietach
gdyż ma w dupie, wasze skowyty i błagania obsranych niedoskonałych
obiboków wykurwiście zajebanych.

Odjebcie się, kurwa jebańcy zajebani
w swe trasy zakręcone i swe dole odwalone

Nie ja, waszmy spatkobiercą, bólu i potępnienia
Matki i przyjaciele wasi, obsłuchają wasze zbolałe kończenia
historii w chuj oblepianych i z dupy wyrywanych.

Odejdź i ta, która do naturalnego wróciła, kiedym ja Cie kochał
i kiedy ja Cię nigdy kochać nie przestał.
Wyjdź, przejdź odejdź bo patrzeć ja nie skłonny
choć w mych myślach tona mega-ton trotylu się wymienia mocy
wydającej miliony istnień ludzkich.

I to wszystko, bowiem pokochać się dałaś,
to daj się odkochać.

__________
A nie kochać nadal..

Opublikowane w:  on 28 Maj, 2009 at 12:34 am Dodaj komentarz

Zjawa miłości

Tęsknię za Tą gdzie zorze płonące, z brzegiem się stykające
Oddały ciepło Jej twarzy, na stęsknione me myśli trujące
Gdyż uciekaniem przecież dążę, i w pogoni ciągle krążę
Za taką jedyną myśli mych winną: zjawą miłości.

Na wygnaniu cierpisz, a przy niej żyjesz w ubolewaniu
iż że trwanie się zdaje, nie będące wiecznością z Nią
Bowiem w zjawie miłości, oczu nie odwrócisz
oczu zakochanych.

W czasie zawiśli, co przy gwiazdach zachwytu się kochali
Tam gdzie trwali i tam gdzie spali, tego bycia za nic by nie oddali
Po miesiącach wieków, gdy za zjawą milion myśli strun od niego
Poprzez czarę czarów wlanych w niego: zaprzestać, niemożliwością jest
kochać.

Piotr Dziekański,
Dla Niej.

Opublikowane w:  on 21 Maj, 2009 at 9:55 pm Dodaj komentarz

Suzuki Intruder Silus

From Grafika
From Grafika

lekka modyfikacja silnika, a wszystko narysowane na tablecie w photoshopie. czas pracy: 5 dni.

Tylko oczy, nie zostały narysowane.

Opublikowane w:  on 12 Maj, 2009 at 11:28 pm Komentarze (2)

rysunek

Wiele się zmienia, wiele dni mija nim zmienia się…
Czy tak wiele się wymaga od jednostki, gdy ta zaprzecza temu co mówiła wcześniej? oczekuje się przecież tylko tego, by zdania nie zmieniała.
niestety, mało rzeczy trwa tyle ile my byśmy chcieli by trwało. wszystko trwa zawsze krócej… a to nie jest jak gra w pokera. Z gry się odchodzi dopiero wtedy, gdy się przegrało.
A ja nie chce przegrać. Nigdy i w żadnych okolicznościach.

Opublikowane w:  on 24 Kwiecień, 2009 at 11:47 pm Dodaj komentarz

Gdy o tym wiesz

I siedzę sobie tak, a na wprost ona
i mówią do niej tak cicho, iż dziś jest dzień
a na co ona, nie to chyba była sobota.

Więc siedzę sobie tak, a na wprost umiłowana
i już ja do niej cicho mówię, że dziś jest początek
a na co ona, że prawdopodobnie choć to ta zima była, co bez śniegu i jutro do kina.

W ten sposób, ja tu a ona siedzi obok mnie już
i rozmawiamy, i mówi, i ja mówię i palę papierosa
dym wypuszczam, ona dym wypuszcza i piwem popijamy.

Iż siedzimy sobie tak, jakby nie było, bo ona by chciała
posiedzieć dłużej, ale już idziemy poprzez nocny tłum
to był listopad, wyobrażam sobie, listopad.

I gdy Ty wiesz o tym, że ja wiem co chcesz mi powiedzieć
zapalam jeszcze raz, i dym, i zimno
to właśnie, w takim stanie nie za bardzo rozmawialnym.

Może wiesz, że Ciebie wtedy pokochałem,
i odwracasz się, a autobus nie jedzie
w pięknie Twego oczu, i dym i rozmazałem się, blasku.

Powoli, gdy sama wiesz, siedzę powolnie
Szukałem serca Twych ścieżek, w oparach dymu gdy szedłem
z Tobą do Ciebie, ale przecież to jutro do kina.

I czy to kino było, choć bym się bardzo wysilił to nie przypomnę
ale pamiętam tak przecież dobrze, jak Cię kocham
i siedzę i myślę i zapalił bym.

A Wojtek, Tomek i Barbara i Agnieszka
patrz: tam ktoś jest, my posiedzimy tu i idź tam
dosiądziesz się.

Ja to pierdole, ja nie dziś, nie dziś Wojtek,
ale przecież, sam jesteś sam dziś i jutro to było z tydzień parę temu
A ja to pierdole, ja to pierdole i dym i piwo i papieros kolejny

A dlaczego dziś, dziś nie w stanie nie stan ten dziś
ależ idź kurwa, nie pierdol to zdobędziesz coś, może zapomnisz
a ja to kurwa pierdole, spierdalaj i poprzez dym fajki i poprzez kufli już parę

I barbassia i Agniesia, i ja też nie idę tam nikogo nie ma,
ależ nie idę, posiedzę ja tu sobie posiedzę
i czas dobija, gdy już 3 wina butelka pusta i ja pijany i one pijane i do domu trafię.

I gdy Ty o tym nie wiesz, nie wiesz nic, nie wiedzieć nie wiem czy chcesz
i nie możesz, choćbym chciał – bo wiem że mogę i możesz w tych oparach życiowych
mojej nikotyny Twojej nikotyny, siedzę tu i czekam aż na spacer pójdziemy.

Opublikowane w:  on 2 Kwiecień, 2009 at 8:15 pm Dodaj komentarz

zepsułem się

Mam coś w sobie zepsutego, coś co nie działa jak działać powinno. Na ciele nie widać tak tych oznak, choć nie wiem sam. Widzę moje błędy w reakcjach ludzi na nie. Słyszę iż się zepsułem w wypowiedziach innych, i choć może nie mówią wprost, to przecież mówią. Nie potrafie funkcjonować już w tym społeczeństwie, wśród tych ludzi którzy tak mnie irytują, którzy tak mnie nie akceptują. Popełniam błędy za błędami, starałem się je naprawić lecz wyszło z tego coś tak strasznie milczącego; że nie wiem już zupełnie, co mam ze sobą zrobić. Przynajmniej, jeśli chodzi o pozostałą mi drogę na tym świecie. Tak naprawde, nie interesuje mnie to czy na tych studiach zostane, czy też (co bardziej prawdopodobne) mnie z nich wyrzucą. Tak, troche to mnie podkopało. Lecz zależy i zależało mi zawsze na jednym. I ja naprawdę nie rozumiem dlaczego mnie tak znienawidziłaś. I ja, też tak mogę: nie mówiąc nic wprost, nie do jednej osoby, lecz ogółu ludzi – przekazać informację, wręcz może podprogową, do tej jednej jednostki. A to i tak łzy wycisnęło. Może nie Twoje, to ja mam zepsute oczy, jakoś zbyt łatwo się smucą. I miałem taki plan, i nawet zdobyłem się by go wykonać. Jak zresztą czas już pokazał, plan nie doszedł nawet do drugiego punktu, z listy dziesięciu. Piszę sam do siebie, tak – wiem. I chyba, sam będę kochał. Mówię chyba, bo nadzieja, ach nadzieja, tworzy jeszcze większą głupote w mej głowie.

Opublikowane w:  on 29 Marzec, 2009 at 11:05 am Dodaj komentarz

Tezy

TEZA 1:
Jeżeli spędzimy wystarczająco dużo czasu na uzasadnianiu potrzeby, to potrzeba ta zniknie.
TEZA 2:
Nigdy nie jesteś tym, kim chciałbyś być.
TEZA 3:
Przenigdy nie wtrącaj się w sprawy, które ci nijak nie przeszkadzają.
TEZA 4:
Lepiej mieć koszmarny koniec, niż koszmary bez końca.
TEZA 5:
Jeśli posiadasz coś dostatecznie długo, możesz to wyrzucić – jeśli cokolwiek wyrzucisz, od razu będziesz tego potrzebować.
TEZA 6:
Najlepszą metodą do zainspirowania odkrywczych myśli, jest zaklejenie koperty.
TEZA 7:
To czego szukasz, znajdziesz w ostatnim spośród możliwych miejsc.
TEZA 8:
Wyścigi nie zawsze wygrywają najszybsi, a bitwy najsilniejsi – ale tak należy obstawiać.
TEZA 9:
optymista wierzy, ze żyjemy w najlepszym ze światów, pesymista obawia sie, ze moze to byc prawda.
TEZA 10:
Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie.
TEZA 11:
Najważniejsze rzeczy są zawsze proste; proste – zawsze najtrudniejsze.
TEZA 12:
Ostatecznym celem każdego zwycięstwa jest porażka.

Opublikowane w:  on 23 Marzec, 2009 at 11:00 pm Komentarze (2)
Tags: , , ,

Na jakie dylematy moralne i filozoficzne natrafiamy przestrzegając zakazu zabijania?

Śmierć:
Pewna perspektywa śmierci mogłaby do każdego życia dodawać rozkosznie woniejącą kroplę beztroski, – lecz oto, dziwni dusz aptekarze, uczyniliście z niej niesmaczna kroplę jadu, przez którą życie całe staje się wstrętne.
Friedrich Nietzsche

Przed rozpoczęciem pisania tej pracy postanowiłem sprawdzić w słowniku znacznie wyrazów zawartych w pytaniu:

  • Morderstwo – (daw. morderz ‘morderca’ ze st.niem. Morder) zabicie drugiego człowieka; zabójstwo; przestępstwo polegające na pozbawieniu kogoś życia; powodować, przyczyniać się do śmierci kogoś lub czegoś.
  • Dylemat - kłopotliwa sytuacja, która wymaga wyboru między dwiema możliwościami; konieczność zdecydowania się na jedną z dwóch możliwości.
  • Moralność - obowiązujący w danym społeczeństwie, środowisku itp. ogół norm i zasad wyznaczonych jako właściwe sposoby zachowania, postępowania, oceniania jakichś wydarzeń, zjawisk itp.; postępowanie zgodnie z tymi normami.
  • Eutanazja – (od gr. εύθανασια /euthanasia/ ‘dobra śmierć’) jest to spowodowanie przyśpieszenia śmierci osoby nieuleczalnie chorej, które umotywowane jest skróceniem jej cierpień.

Śmierć…
Jest to coś, czego wszyscy się boją. Nie boimy się śmierci jako takiej my boimy się niepoznanego tego, co się dzieje po śmierci. Lecz przecież Jezus nam powiedział, że pójdziemy do nieba po naszej śmierci! Lecz nadal się boimy, nie chcemy umierać. Jest to coś, co łączy nas wszystkich. Wszyscy kiedyś umrzemy, Niektórzy wcześniej a niektórzy później. Na każdego nadejdzie właściwa pora.
Muszę przyznać, że trudno jest w jakikolwiek sposób trafić na omawiany dylemat przestrzegając zakazu zabijania. Można nań natrafić nie przestrzegając tego zakazu.
Ludzie słyszą, co wieczór w radiu, że tyle a tyle osób umarło wczoraj w wypadku samochodowym. Czy to nie dziwne, że nasza populacja martwi się tymi osobami, choć co dzień na świecie umierają miliony? Co minutę umiera około setki ludzi.
Ale jakoś nikt nie mówi o tych osobach. Dlaczego? Jak ktoś pozwiedzał: „Gdy zginie jeden to tragedia, a gdy zginą tysiące to już tylko statystyki.” Nie wiem nawet czy ludzie przejmują się tymi, którzy umarli w wypadku czy to już tylko odruch z przyzwyczajenia.

Aby choć zacząć ten temat trzeba spojrzeć na czas, jaki został nam dany, mówię tu o przemijaniu. Wydaje mi się, że jeżeli byśmy byli wieczni nigdy takiego zakazu jak zabijanie by nie było, gdyby czas płyną wolniej… pewnie też lub byłby on o wiele surowszy.

Myślę o czasie jako przemijaniu. Czas nie jest niczym innym jak tylko lub aż przemijaniem. Wszystko przeminie – wszystko ma swój początek i koniec. Pewnie, dlatego nie możemy uwierzyć, że bóg był zawsze i nigdy nie przeminie.
Czas jest mocą, której nie da się zlekceważyć, nie da się zmienić czasu, wpłynąć na jego bieg – to jak ze strumieniem – możesz do niego wrzucić kamyk, ale to nie zmieni jego brzegów strumień nie cofnie się. My jesteśmy takim kamieniem. Którego już nie wyjmiemy w tym samym czasie. Musimy tam zostać aż nadejdzie jego czas. Czas nami poniewiera, przesuwa nas po dnie i nas kształtuje. Nikt nie wie, kiedy nas wyciągną lub, kiedy sami na brzeg wypadniemy. Kiedyś to się stanie.
Czas nie ma początku i końca, nie myli się i nie przewiduje przyszłości, wszystko wie, – gdy tak pomyślałem nasunęła mi się jedna „złota” myśl:
-czas jest bogiem.
Czyż nie? Czyż nie do czasu się modlimy? Aby nam pomógł, wyjść z opresji cało? On nam pomaga, po pewnym czasie choćby miało to trwać wieki. Uwalnia nas. Powiedziano, że bóg jest:
Wszechmogący – morze przenieść góry.
Wszechwiedzący – nic, co się dzieje nie ujdzie jego uwadze.
Wieczny – nie powstał, istniał zawsze i nigdy się nie skończy.
Jest stwórcą – stworzył nas w 7 dni. Ale czy to były „nasze” dni? Czy w jego mniemaniu czy
Naszym? Dla starego drzewa miesiąc może być dniem. A dla odwiecznego?
Rok? Miliard lat?
Czyż ten opis nie pasuje do czasu? Pozwiedzałbym, że idealnie. Oczywiście mogę się mylić, przecież człowiek jest omylny. Czas wszystko pokaże. Wydaje się to trudne do zrozumienia, – lecz od chwili, gdy to zrozumiałem bóg stał się dla mnie czasem – rzeczywistością. Nie wierzył w boga, jest on nieosiągalny, odległy – inaczej nie był by bogiem. Bóg musi być kimś, kogo my zwykli ludzie nie możemy dotknąć musi być nie wiadomą.
Lecz wierze w coś, czego nie widać. Lecz czuć. Aż zbyt dobrze. Czas. Pomaga nam z uleczeniem ran. Pomaga nam zapomnieć, uwolnić się… Daje nam nadzieję. Nadzieja to coś, co dał nam bóg pod postacią ducha świętego. Nawet, gdy wiemy, że coś się nie powiedzie to mamy tą odrobinę nadziei. Dziwne. Ja nigdy się jej nie umiałem pozbyć. Starałem się. Jest to boży dar – dar czasu, który jest naszym ojcem, matką i wychowawcą. Z czasem to zrozumiemy. Gdybyśmy nie odczuwali przemijania to pewnie inaczej byśmy patrzyli na śmierć. My wiemy ze średnio przeżyjemy jakieś siedemdziesiąt pięć lat i odejdziemy, lecz przecież równie dobrze możemy umrzeć jutro! Jest to coś, czego nie da się przewidzieć i dlatego obawiamy się śmierci-mordercy.
Alę trochę z tematu zboczyłem, chodzi tu o to ze ludzie bardzo cenią sobie czas, czas, w którym mogą się położyć spać czy poczytać książkę, nie chcę go oddać wolą mieć więcej czasu na robienie nawet banalnych rzeczy – przecież to ich życie.
Dlatego chcę go mieć więcej, aby mogli dalej robić rzeczy, które lubią. Ludzie nie chcą
Umierać przedwcześnie, choć wydaje mi się, że każdy człowiek myśli, że umiera przedwcześnie.

Życie po życiu:
W większości religii idzie się do swoistego raju, w którym ma się wszystko, czego się chce, jest się blisko swego boga i odpowiedzi na wszystkie pytania nagle okazują się strasznie proste. W innym wypadku nasza dusza przenosi się do innego ciała, czasem jest to wyższy poziom egzystencji a czasem przechodzimy w ciało muszy czy choćby mrówki. Moje pytanie brzmi:, dlaczego ludzie zadają sobie tyle trudu wymyślając odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi nie powinniśmy znać? Dlaczego myślimy ze po naszym życiu coś będzie? Czy to strach? Pewnie tak, lub raczej jest to próba osłodzenia sobie śmierci. Próba udowodnienia sobie, że śmierć nic nie kończy, tylko zaczyna to taka próba wiary. Choć według mnie takie przekonania powstały dzięki nadziei. Mówi się ze nadzieja jest matką głupich. Ale nie było by wiary bez nadziei. Gdyż nadzieja jest ochrzczeniem swego dziecka, by spłukać z niego grzechy.
Dlaczego nie dopuszczamy do siebie myśli, że po śmierci nic nie ma? że… jesteśmy sami? Dużo ludzi pewnie już to mówiło, ale inni odpowiadali im tylko: “niedowiarek”. Może i tak, a może to właśnie nam się otworzyły oczy? Nie uwierzę dopuki nie zobaczę – mówią. A czy ich wiara nie polega na tym? Widzą ludzi więrzących, że są wychowywani w wierze tak, że nie maja wyboru. I wierzą. Czy ja zgodziłem się być boskim dzieckiem podczas chrztu? Nie. To wszystko zostało tak już zaprojektowane, aby dzieci nie wywinęły się przed Bogiem. Ma to swoje dobre strony. Przykazania mówią, aby nie zabijać – dobrze. I dają nadzieje, że w przyszłości będziemy blisko Boga. Po śmierci oczywiście – która nic nie kończy, tylko przenosi nas na wyższy poziom egzystencji. Staramy się wmówić sobie, że tak naprawdę śmierć nic nie kończy. I to się udaje. Tylko, że pomijamy pewna rzecz. Według mnie nie widzimy czegoś, coś nam umyka. Gdyż my nie umieramy ze starości czy w wyniku wypadeku samochodowego. Umieramy, kiedy zrozumiemy, czym jest śmierć. Umieramy wraz z myślą o tej myśli-wiedzy. Nie możemy już nikomu przekazać.
Od dziecka widzimy obraz. Lecz nie jest on dla nas wyraźny. Niektórzy biegną w jego kierunku. Inni idą powoli. Na obrazie jest zapisany ludzki los. Jest to odpowiedzią na najbardziej nurtująca zagadkę wszechczasów. Kiedy uda nam się ją odczytać – wtedy przychodzi po nas śmierć. A więc ci, którzy umierają najwcześniej – są najgenialniejszymi osobami. Kolejne pocieszenie? Ale dodam jeszcze jedno. Gdyby to, co tu napisałem było by prawdą. Już bym nie żył.

„Otóż zgoda pacjenta sprawia, że eutanazja zamienia się w samobójstwo, a samobójstwo jest grzechem.”
Bertrand Russel

Eutanazja
“Eutanazja” to słowo o greckim pochodzeniu, a jego grecki odpowiednik znaczy tyle, co “dobra śmierć”.
Przestrzegając zakazu zabijania trzeba spojrzeć także na problem „eutanazji”. Aż zbyt dobrze rozumiem potrzebę eutanazji – wolę umrzeć szybko i bezboleśnie niż żyć kolejne tygodnie walcząc o każdy oddech i przeżywać wielkie męki wiedząc, że i tak został mi tylko jeden tydzień życia.
Gdybyśmy przestrzegali tego zakazu, pojawia się problem z ludźmi, którzy chcą umrzeć, Wiedzą, że ich choroba jest nie wyleczalna a im dłużej będą żyć, tym dłużej będą cierpieć. Taka śmierć to nie jest strach  przed cierpieniem tylko wielka odwaga.
”Kiedy jesteś chory wyzdrowiej szybko lub, choć umieraj szybko” – tak ktoś kiedyś pozwiedzał. Rozumiem, że jest także wiele głosów przeciw eutanazji, Mówią, że to nie różni się niczym od zabójstwa, lecz trzeba wybierać tak zwane „mniejsze zło”, które jest dobre dla obu stron. Kiedy płomień dogasa dajemy mu się dopalić, kiedy życie odchodzi gryziemy, kopiemy i wyrywamy je z zaciekłością godną najświętszych idei.
Eutanazja przez niektórych uważana jest za zbicie człowieka, a nie żadne tam ulżenie w  cierpieniu, choć żadna z osób kłócących się nie wie jak to jest leżeć na łożu śmierci. Oczywiście istnieją różne typy eutanazji, które powinno się poznać rozpatrując ten problem i dołączając do dyskusji na ten temat.
A więc rozróżniamy:
Eutanazję czynną (śmierć jest spowodowana określonym działaniem) i bierną (śmierć następuje na skutek zaniechania terapii podtrzymującej życie) oraz eutanazję dobrowolną (kiedy występuje świadoma prośba o spowodowanie śmierci) i niedobrowolną (gdy chory nie jest w stanie wyrazić takiej prośby, kiedy na przykład jest nieprzytomny lub w śpiączce).
To kolejny temat, który dzieli ludzi a właściwie ludzi i kościół, podobnie jak temat aborcji, (który omówię dalej). Każdemu z nas może przyjść kiedyś podjąć tą trudna decyzję…
Nasza  wiara zabrania nam decydować o naszej śmierci czy śmierci innego człowieka. Oczywiście  niektórzy zgadzają się z taka filozofią… Ale przecież każdy człowiek powinien mieć prawo decydować o własnym życiu!
Ale przecież w przypadku eutanazji czynnej czy choćby dobrowolnej uczestniczy osoba trzecia i moim zdaniem żaden katolik, agnostyk czy ateista nie ma prawa, żeby pozwolić osobie trzeciej na eutanazję. Do tego nikt moim zdaniem nie ma prawa.
Przecież nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć jak daleko w najbliższym czasie posunie się medycyna, może jutro rano wstaniemy i jakiś mądry naukowiec akurat znajdzie lekarstwo na raka albo może na inną nie wyleczalną chorobę – I co wtedy?
Mój brat był chory na raka (guza mózgu) cała rodzina już wtedy płakała, lecz po pierwszej operacji i „chemii” wydawało się być już dobrze… Zaczęły mu odrastać włosy. Ale nie było dobrze, Rak przerzuciło się w nie operowane miejsce (na płat czołowy, wcześniej był pod kręgosłupem) i od tego momentu robiło się coraz gorzej, aż nie mógł się ruszać, rodzice zdecydowali o skończeniu leczenia. Nie wiem czy była to dobra decyzja oznaczała ona przecież jego śmierć a miał tylko osiem lat… Mówię o tym, bo kiedy mój brat nie mógł się już ruszać, choć wydawało się, że otwiera oczy i rozumie, co do niego mówimy nikt nie pomyślał o eutanazji. Widzieliśmy jego ból – cierpnie, ale jednak nikt nie śmiał nawet wypowiedzieć tego słowa. Ja nie płakałem, kiedy umarł, pogodziłem się z tym wcześniej, to było pewne czekałem tylko na ten dzień…
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że chorzy cierpią oczywiście, że cierpią. Ale nikt nikomu na porodówce od razu po wydostaniu się z brzucha swojej mamy, nie mówi: „panie Piotrze witamy w raju, gdzie nic nie boli!” Jak to pozwiediał Jan Kasprowicz: „Radośnieśmy życie przyjęli, I śmierć przyjmiemy radośnie?”
Jak mówi Pismo Święte o chorobie:
„Przecież śmierć jest częścią życia i tak jak narodziny są darem boskim.
Czasem fałszywie nazywamy masowe zabijanie osób psychicznie chorych i kalek. No właśnie! Tu pojawia się kolejny argument przeciw eutanazji! Ludzie mają słabość do łamania prawa. Jestem przekonany, że tam gdzie eutanazja jest legalna, poprzeczka dla wykonujących, się obniża. O co mi chodzi? Wydaje mi się, że im bardzie będziemy brnąć w legalizacje eutanazji tym bardziej może ona być niebezpieczna dla ludzi, którzy nie są w stanie porozumieć się z naszym światem, żyją w swoim zamkniętym świecie, czasami może i lepszym niż ten, w którym my żyjemy, a ktoś uzna, że ta osoba wygląda na nieszczęśliwą i ulży jej w cierpieniu…
„Choroba ta nie jest na śmierć, ale dla chwały Bożej” (J 11,4) a więc choroba nie jest jakąś karą tylko jest to sprawdzian? Może Bóg chce mieć tę osobę szybciej przy sobie? Więc czy decydując się na eutanazję jesteśmy w zgodzie z Bogiem? Są to pytania, na które można tylko spekulować. Według mnie eutanazja jest pomocą dla chorych, którzy będą szybciej przy Bogu którego kochaja, a także ulżą sobie w cierpieniu.
Chcę tutaj zauważyć ze nie wyrażam swojego zdania na ten temat… Nie wiem czy powiedzenie „tak” było by równe z powiedzeniem „nie” obie odpowiedzi mogą uczynić zbyt dużo złego dla obu stron choć Eutanazja na pewno jest potrzebna. Dla potrzebujących nie odwrotnie.

“Pamiętaj o śmierci – ostatnim swym celu, gdzie nie chce iść nikt – a dochodzi wielu.”

Sebastian Poskier

Aborcja
Co może być gorszego od zamordowania własnego dziecka przez jego rodziców? Jest to kolejny (na równi z eutanazją) temat, na który bardzo głośno wypowiada się kościół i na który kościół wyraźnie mówi, że jest to okropna i nieludzka rzecz. Oczywiście kościół ma swoje racje, lecz czy niechciane dziecko będzie miało szczęście, miłość w życiu? Nie wydaje mi się.
Ludzie nadal posiadają zwierzęce instynkty, lecz mamy też własne myśli i wolną wolę. Dlatego gdy nasz zwierzęcy instynkt pozwoli na spłodzenie dziecka, to czasami nasza świadomość się sprzeciwia. Jest to jak najbardziej oznaka czy dowód lub nawet różnicę miedzy nami a zwierzętami.
„ Człowiek jest królem i panem nie tylko rzeczy, ale i także przede wszystkim samego siebie, a w pewnym sensie życia, które zostało mu dane i które może przekazywać przez dzieło rodzenia, wypełnione w miłości” – tak wypowiada się Jan Paweł II na temat daru życia. A więc wynika z tego, że jednak możemy decydować o naszym życiu lub śmierci. Oczywiście dziecko nie jest już „naszym” życiem tylko jest to już inne całkiem oddzielne życie, które my mu tylko przekazaliśmy do ziemskiej „powłoki”.
Więc aborcja jeszcze nie poczętego dziecka jest morderstwem, a nie jak niektórym się wydaje tylko jakimś rodzajem antykoncepcji „po”.
Dziecko staje się człowiekiem w czasie poczęcia, nie wcześniej, nie później tylko właśnie w tym momencie. Jest to jedyny punkt, w którym życie się zaczyna. Co czyni nas ludźmi? Oczywiście charakter, świadomość istnienia – które według niektórych zaczynają się wraz z poczęciem. Inni mówią: „komórka nie posiada myśli a co tu dopiero mówić o świadomości czy życiu jako takim” i z nimi tez można się zgodzić. Przecież nikt z nas nie pamięta, co się działo w brzuchu u mamy. Nie pamiętamy nawet okresu do trzech lub czasem nawet pięciu lat. Naukowcy twierdzą, że w tym wieku dzieci posiadają jedynie pamięć krótkotrwałą, a więc nie pamiętają niczego, co się działo godzinę temu. A pamięć wykształca się dopiero po trzecim roku życia, co już zostało udowodnione.
Ale przecież zapamiętujemy jak się mówi czy jak wygląda nasza mama, czy ulubiona nawet zabawka. Jednak to nic nie zmienia, młode lwicy szybko uczą się polować, aby przetrwać. Tak samo jest zapewne z nami.
Taki zarodek człowieka to nie tylko zlepek jakiś komórek, lecz życie, które się rozwija i gdybyśmy nienaturalnie przerwali ten rozwój to skazujemy te duszę na śmierć.
Od poczęcia człowiek jest materialny może nie wygląda jeszcze jak dziecko, lecz nasiona nie wyglądają jak drzewa prawda?
Może dziecko jest materialne, ale czy jednak może powiedzieć, że nie chce umierać? Nie wydaje mi się. Jest oczywiście wyjście z tej sytuacji. Można by to nawet nazwać eksperymentem. Można poczekać aż dziecko dorośnie do wieku, w którym rozumie pojęcie życia i śmierci – wtedy się zapytać czy chce żyć. Jest prawie pewne, że odpowie „tak, chcę żyć” i to jest pewnym dowodem „pragnienia życia” przez nas wszystkich. Nie powinniśmy decydować za innych w jakiejkolwiek sprawie, a przeważnie na temat tak ważny jak śmierć.

“U młodych ludzi samobójstwo jest wołaniem o pomoc, u starszych już tylko o śmierć.”

Samobójstwo
Pragnienie życia pochodzi raczej z naszych zwierzęcych instynktów niż z ludzkiej świadomości.
Żadne zwierze w przyrodzie nie popełnia swiadomego samobóstwa lub nie oddaje życia za inne. Zawsze walczą, a przeważnie ich całe życie i każda czynność prowadzi do zabezpieczenia się przed nieuchronną śmiercią. Pomijam już tutaj walkę o pożywienie (śmierć z głodu) raczej mowie tutaj o czymś takim jak na przykład skorupa ślimaka, kolce jeża czy choćby kły słonia. Każde zwierze na tej planecie stara się przystosować do istniejących zagrożeń niektórzy opanowują sztukę chowania się a inne ataku czy obrony. A my? Ludzie wykształcili jeden narząd, który pomaga nam przetrwać – mózg.
Nasze myśli, tok rozumowania pozwolił nam utrzymać się przy życiu i schować się przed niebezpieczeństwem aż w pewnej chwili sami dla siebie staliśmy się niebezpieczeństwem.
Niektórzy z nas nawet dążą do śmierci. Ludzie, którzy mieli nieszczęśliwą miłość, ci, którzy stracili fortunę lub bliskich pragną się zabić. Chcą skończyć z życiem, które przynosi im tylko złe wspomnienia i ból utraty bądź porażki. Samobójcy są to osoby, które potrafię zrozumieć. Niektórych rzeczy nie da się pominąć i żyć dalej; Nie chcę powiedzieć, że są to ludzie o słabej psychice, raczej są to osoby, które były do czegoś lub kogoś zbyt bardzo przywiązane. Nic nie jest trwałe, wszystko się zmienia lub nawet odchodzi. Zbyt duże przywiązanie do rzeczy nie trwałych rodzi pewne problemy z tymi rzeczami związane.
Ludzie w podeszłym wieku rzadko przekonują się do współczesnej techniki, czasy się zmieniają ale oni staraja się pozostać w swoich dawnych poglądach i staraja się uzywac tyvh samych przedmiotów choć młodzi ludzie używaja do tych samych czynności innych nowocześniejszych rozwiązań.
Samobójcy nie okazują strachu czy głupoty, jest to wielka odwaga zabić się. Działanie takie jest sprzeczne ze wszystkim, co do teraz powstało. Żadne zwierze się nie zabija, nikt o zdrowych zmysłach też nie, choć nie mówię, że samobójcy są psychopatami.
Jak uważa Stefan Kisielewski – „Samobójstwo to doniosły eksperyment o nieujawnionym rezultacie.” I zgadzam się z nim. Samobójcy kochają życie, tak bardzo, że nie mogą znieść niepowodzeń lub raczej powiedzałbym, że kochając życie wyczekujemy śmierci, która pokaże nam inne życie, śmierć nic nie kończy, jak to się mówi.
Czy samobójstwo z myślą, że człowiek zasłużył na swoją śmierć może zbawić jego duszę w obliczu Boga? Przyznanie się do winy i jednoczesne skazanie się na śmierć jest samobójstwem! Nieprawdaż?
W historii było tylko jedno samobójstwo, które ma sensowne wytłumaczenie. Mówię to o śmierci Jezusa na krzyżu. Od początku wiedział, że umrze a więc czy nie było to samobójstwo?
Nie da się ukryć, że samobójstwo jest to jedna z tych specyficznych spraw w której, sąd nie może osądzić samobójcy, choć przecież popełni przestępstwo mordując.

Podsumowanie

A więc dochodzimy do pytania:
Czy morderstwo drugiej osoby lub wręcz siebie jest czymś moralnym?
Śmierć według nas nigdy nie była moralna. Jest to jedyna rzecz w naszym życiu, która oddziela nas od naszych bliskich, miejsc, które kochamy, od ludzkości. Najważniejszym argumentem, jaki jest przeciwko zakazu zabijania to strach. A przecież czujemy strach przed niewiadomym prawda? A więc wystarczy tylko zrozumieć śmierć, a przestaniemy się bać.
Choć jest jeszcze jedna rzecz. Bóg z wiadomych celów nie dał nam pełnego prawa nad władaniem swoim i inych życiem. Dlaczego? Taka władza, jaka spoczywa we władaniu śmiercią lub życiem, w rękach jakiegokolwiek człowieka doprowadziłaby do szybkiej zagłady. Na świecie było już tyle wojen. Ludzie po prostu widzą przyjemność w mordowani się i w okazywaniu swojej wyższości nad innymi.
A więc nie widzę żadnej moralnej czy filozoficznego wytłumaczenia przed zabijaniem.
Zabijanie jest to skrócenie czyjegoś życia, nad którym my nie mamy władzy. Nikt świadomie nie może odebrać innym lub sobie życia. Jest to nie tylko nie moralne, ale i z punktu filozoficznego nie odpowiednie. Bóg nie dał nam władzy nad czyimś życiem, więc nie powinniśmy tego prawa sobie rościć.

Piotr Dziekański

Bibliografia:
Wędrowieć i jego cień – Friedrich Nietzsche; Zielona Sowa; Kraków 2003
Evangelium Vitae – Jan Paweł II
Encyklopedia Popularna PWN – Warszawa 1966
Aforyzmy i myśli – zebrane przez Adama Łaskiego – SCHOLAR, 1998

Opublikowane w:  on 21 Marzec, 2009 at 12:15 pm Dodaj komentarz
Tags: , , ,

Są na tym świecie

Kiedy słońce w chmurach, cisza wypełzła spod komody. Lampy zgaszone, lekki księżyc w niebie. Jasność przymrużonych świec kilku, nie olśniewa. To nie tak, że siedzisz obok mnie. Po prostu jesteś taka bliska że światu nie ma, czasu nie ma – mnie nie ma… Gdym w ramionach…

I nie zapomnieć mogłem. I nie zapomniałem.

Opublikowane w:  on 18 Marzec, 2009 at 4:46 pm Komentarze (1)

przypowieść o nieszczęściu

W lesie, dawno temu, żył starzec. Nikt z wioski nie pytał go o imię, ani o to kim był a w wiosce często się pojawiał by zakupić produkty potrzebne mu do życia. Czasem nawet, zachodził do miejscowej knajpki gdzie wypijał na uboczu pojedyńcze sake i wracał do swego domu w lesie. Gdy w regionie, a także i wiosce zapanował głód, starzec nie pojawił się ani razu. Gdy po paru miesiącach głód minął lecz tuż po nim nastały ogromne burze – starzec nadal nie pojawiał się w wiosce. Ludzie z wioski, w wielkim cierpieniu żyli z dnia na dzień, nękani burzami i z pamięcią o tak nie dawnym głodzie zapomnieli o starcu. Kiedy po głodzie i po burzy nastał okres ogromnej epidemii ludzie cierpieli już nie tylko na ciele i duszy. I kiedy szukali choć trochę szczęścia w swoim życiu, przypomnieli sobie o starcu i choć go nie znali to zastanawiali się czy on przeżył ten głód, burze i epidemię co ich trapiła. A myśleli tak, gdyż wydawało się im że starzec ma gorzej od nich: sam, na bezludziu. Bez znajomych, rodziny. I to dawało im ogryzek szczęścia. Niedługo po tym, epidemia minęła. Dzień, po ostatnim wyzdrowieniu i wielkiej uczty, starzec pojawił się w wiosce. Znów, przez nikogo nie zauważony wszedł do sklepu, gdzie zakupił potrzebne mu jedzenie i narzędzia. I po tym, znów nie zauważony przez nikogo wszedł do miejscowej knajpki, gdzie zamówił sake i usiadł w rogu, tak że bawiący i radujący się chłopi z wioski go nie zauważyli. Lecz gdy starzec wychodził już, potknął się i przewrócił. Podbiegł wtedy do niego mały chłopiec, który jak zdaje się jedyny starca zauważył i pomógł mu wstać. Starzec mu podziękował, a chłopiec spytał “kim jesteś starcze? nie było Cię gdy smutek padł na naszą wioskę”. a Starzec odpowiedział “To nie smutek padł na waszą wioskę, tylko okrutne zdarzenia w większości nie zależne od was. Smutek, był jedynie następstwem który pogrążył was jeszcze bardziej. I mimo iż głód dobry nie był to choć kawałek chleba nie dawał szczęścia, i w burzach zobaczyliście tylko katastrofę a nie nawadnianie waszych pól by przyniosły większe plony, mimo iż zaraza była zła to zdrowi nie potrafili się cieszyć. A pytasz kim jestem? Jestem tym, kogo nie zauważa się gdy jest obok Ciebie a kiedy odchodzi widzisz jego brak i pragniesz go” odparł starzec i chciał już wyjść, lecz mały chłopiec go zatrzymał.
- Jesteś szczęściem? – spytał.
- Tak – odpowiedział starzec.

Opublikowane w:  on 14 Marzec, 2009 at 5:03 pm Dodaj komentarz
Tags: , ,

Do ludzi

Gdy płomienne wstaną zorze, ja wśród tych wszystkich oczu bladych krążę jak nikt pośród wszystkich. Nie odwracam wzroku gdy na mnie patrzą, nie dążę gdzie oni, nie idę z nimi. W myślach krążą myśli morderstw, krew tej pani rozbryzgała się na ścianę, tego pana jedna z kończyn u mych stup wylądowała. W ręce nie mam komórki, to topór, miecz zagłady. Wyzwolę uciśnionych! I morduję kogo widzę, strzelam i czuję każdą kroplę krwi z ich ust, każdy skrawek ciała, gdy odrywa się od cielesności tej nijakiej. Gniew wzbiera, z każdym z urojonych morderstw. Wściekłość goni wściekłość i tak czas uniżony odpływa w drodze do domu. Tu, już tylko krew, brudne szczątki strzepać trzeba. I iść dalej, poprzez życie poprzez świat, z urojonymi mymi morderstwami. Wiem że zawszę o jednym myślę i wiem że gdy morduję tłumy, masę falę dennych spojrzeń, żyć nijakich – nie pomagam sobie. Nie w tym mój cel, nie w tym. Ten zwyczajny czasu nie ład, dał mi urojenie świata piękna nie istniejącego.
Odejść potrafię tam w momencie tym, i każdym innym. By odwrócić się od ludzi: tak mi nie pięknych, tak głupich i bez wyrazu. Takich z fali bezmózgich mediów, takiej szarej masy i tak mi nie miłych. Tak okrutnych, złych i wrednych z wyłupiastymi oczami bez krzty oryginalności i bez twarzy wyrazu. Tłumy, bydło, BYDŁO! Odejdźcie że z mych oczu. Elektroniczny pastuch was prądem razi wy bezmyślnie durne gęby krzywicie. Z jęzorami jak psy pod siebie srające, z gestykulacją wartą klauna nie śmiesznego i mimiką gówna psiego.
O, brzydkie wy, ludzkie masy. Głupie, bezmózgie i śmierdzące w tych tramwajach. Gdzie marzeń wasze szczyty wyżej sięgają niż szczyn wasze strumyki. A i tak, osiągacie jedynie poziomy gówna w sedesie. I gdy ktoś z szczytów powie “śmiejcie się” – tak to śmieszne iż ryje wasze w krzywościach okrutnych się drą. I gdy tańczycie jak wam każą, bo gorzej gdy nie tańczycie gdyż wtedy w innej fali jesteście. Mówicie “inni”, “oryginalni” a wy tylko w innym kolorze odchodów się babrzecie. I że w fali nie jesteście, ach jakże wy omylni jesteście. W fali ogromne i pełnej indywidualistów, odmiennych i innych a fala ta za szarą masą tuż podąża.
Gdy śmierdzicie, jak idziecie. Gdy płaczecie, jak życie nie te. Gdy sracie i się nie podcieracie. Czyż zachwytów, inności i interesowności nie szukacie? ach, a jakże wy durni gdy innym dajecie by na was spojrzeli, chwile bo więcej to gej, pedał. I tyle w was nienawiści, złości i nie szczerości. Gdybyśmy w zespole mieli pracować, to ogień byłby naszym bogiem a kamień boginią. Choć w sumie, wcale lepiej z bogami naszymi nie jest. Gdyż my tak malutcy iż wielkości w większych od nas szukamy. Gdy największy z ludzi stał się za małym na wymogi zaspokojenia egoizmu i poczucia się zajebiście ważnym. Bogów stworzyliście. Wierzyliście, że nas stworzyli – że jesteśmy ważni dla nich. A jeśli istnieją? srają na ludzkość tak złą i nie czystą. W dupie mają was, nas i wszystkich innych. “sami się mordujcie, gwałćcie i oszukujcie” – powiedział pierwszy z bogów i do dupy ludzkość se włożył.
Durne ścierwo. Magiczne koszyki, medaliony, magiczna kurwa srajtaśma. Bo jesteśmy w władzy zabobonów i los, przeznaczenie prowadzi nas ku nie pewnemu końcu. Ku pewności, iż w tydzień po pogrzebie nikt płakać nie będzie, w miesiąc zapomną a robaki nasze zgliszcza drążyć będą. Oczy wyschną, serce zacznie gnić – mózg wyparuje. Choć i teraz za życia bez sensownego, za wiele go wy o ludzie nie macie.

Opublikowane w:  on 11 Marzec, 2009 at 9:55 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , ,

12, 12, 14….

dwanaście, dwanaście, czternaście i pare linijek które kocham gdy się zmieniają, które widzę w nocy, które zam na pamięć.
Czy czas już przeszedł, czy jest 22 czy jest 24. Ja siedzę tu i widzę w oczach strach, widzę w lustrze oczy moje.
- Jesteś? – spytały.
-Nie, chyba gdzieś odszedłem – odparłem.
I w fali tej toni, gdy narkotyki w mej jaźni, w mej głowie, w mych myślach – idę pustynną przestrzenią. Deszcz tu był, setek lat parę temu. Gdy płakałem, gdy czym płakać miałem. A teraz znów, skorpion drogę mi przeciął. I już widzę, od ludzi pustych ulicami płyną słowa z plakatów, ja w jaźni jeszcze trzeźwej i one, słowa dalekich przeszłe w wyrazie. Gdy dym z lewej się uniósł jak smok z szczątków fenixa. I nie ja płakałem gdy się odnowiły czasy które przeżyłem i które zraniły pierś mą bladą.
Mąka przeleciała obok ucha mego prawego, wraz z deszczem piachu i zamiecią łuny niegdyś kwiecistej, teraz suchymi liśćmi pachniało. Zło się zaczaiło w cichym zakątku mych umysłów, wydawało swe tchnienie w czasie skazy i tym trwało me życie. Że czasem szedłem ulicami tych, co odeszli lata temu, gdy i w ty momencie toczyłem się alejami złotych gałęzi i lekkich nut, przyśpiewaczy za złotówkę. Czymże ja byłem, gdy tonąc w ich nutach, nie dawałem na tacę w kościele i do spowiedzi nie chodziłem. Choć nawet to, czas przeszły nie był. I tak nadal, pozostawałem teraz w czasie teraz a nigdy jakoś w indziej, czy w przedziej czasach.
I nadszedł on, wielki w myślach lecz jakże nie w istocie. Szedłem z nim latami które chwilę waszą trwały w której papierosa zapaliłem. I zaciągnąć się zdążyłem bowiem latami trwał dla mnie, ostatni mój Lucky Strike, choć szczęścia nie doznałem.
I Gdy ona oczy swe otworzyła, ja w śnie widziałem jej przed-sen proroczy. Którym piła krew zwycięską, mej piersi krew zdobyczną. Walkirie jak sępy krążyły ponad mną, w szósty grzech zabawić się jak ona chciały. I w tymże momencie, mój wzrok spoczął na nigdy nic byciu, a było to za mną a gdym i w przód spojrzał – tam także, nic nie było. Bowiem, i Ciemność, jak i JA jak i OONNAA – w krzyku utęsknionym trwać nie chciała. Choć mój umysł, jak dźwięk tonu i głosu jej głosu. Jak i lekkość włosów ku wietrze, tak jak tęskność oczu pięknych, duszy słów. W skórze gładkości, w myślach mądrości, pod powierzchnią piękności zaląkł się ja. I ani jej przeklęstwa, ni jej widły, ogień, miecz i broń wszelaka biała – nie zaczną nawet, odcięcia mnie od powierzchowności jej kurtki skórzanej.
Gdy w ciemności myśli mych nijakich, jej złowrogich, jam nie tam gdzie Ty bo to nie tu. Tu, to miejsce odejścia choć z zamierzeniem powrotu.
-Zapisze w GPS’e
I tak powstał punkt myśli, azymut JEJ, gdzie wszystkie drogi prowadzą ku celowi memu ostatecznemu w którym mimo iż się nie spełnię, to odejdę. Jutro odchodzę, ma droga. Dziś odejdę, dziś nie powrócę, nie jutro; nie za tydzień; nie za rok; nie za stulecia lat wielu. Gdyż odchodząc wszystko przy Tobie zostawiłem.
I muzyki słowa, magii lekkości dźwięków, magii skóry Twej bladej. I mimo iż, słowa tchną w myśli te znaczenie jakieś, mimo iż, umysł zaprzecza…. gdy ku Tobie dąży wszystko. Inwersja nie poprawna tych słów, streścić chciałbym – iż gdy kruk na gałęzi siedzi, to nie odleci.
Ileż jam w jamie czekał, aż róży bukiet wysłać jej chciałem. Wino, musujące kupić. Kwiatkami róż drogę jej obsypać. Pogodę jakże w półmroku słońcem oddać i tak czekać. Czekać. Aż upragniony szelest jej stup o trawę idealną zaszeleszczą. Jak jej ubranie głos swój doda, i gdy orkiestrę jej słów usłyszę, w poranku/półmroku tego wieczoru. Bym cieszyć się mógł, jak ona, jak ona, jak ona, jak ona ze mną. Gdy zorza polarna, z różu w błękit wchodzi, gdy z nocy w dzień się zjawia, gdy ona z nim. Marzeniem mnie, przy niej – bo przecież nie mnie. I jakże nigdy mną z nią.

Odeszły już, kolory płatków pustych. Dni wartości nijakiej, czasu przeżytego bez pożytku, słów bez znaczenia, odległości bez mierzenia. I tak w ciągu liczb bez znaczenia. Bowiem Ty i ja, jak kwiaty dwa. Kiedyś, może niegdyś lecz naszą drogę już wytyczną miały jak w tunelach płaskich, i kwadratach w wymiarach wielu, jesteśmy tu. i tyko tam i tylko tam. Gdzie…

w uszach słyszę śpiew jej, u stóp mrowienie. w głosie tym tyle piękna się skryło, co mniej niz w duszy jej więcej. Czy odnajdę kiedyś jeszczę, głosy do serca Jej? Czyż iż wszystko poszło, gdym ja powiedział “nie” a ona “ok” i czyż tak się odeszło? w tuzinkowości idiotyczności? W pustości odejściości i odeszłości wyszłości?

Odejdź, nie widoczna bądź nie wchodź słoneczko me. Bym nie głowić się musiał, bym, nie myśleć musiał. Byś w marzeniach powstała i została jakom ja Cię chciał. Jaką byłaś a nie już jesteś, czegom ja tak pragnął czego ja tak szukał. na com czekał życiem mych dni. Ty.
Ty,
TY,
I odeszłaś, bym znów czekał.
bym znów cierpiał,
miłości zagłado życia.
Gdy jesteś bolisz, bo bolisz gdym ja Cię widzę.
Gdy miłości w szczęśliwości jesteś, to jej choć promyk uśmiechu lekkiego, zasłania całą Ciebie, miłości. Także więc miłości, bądz mocna gdym nie widzące me oczy. Krąż i dawaj gdym ja ślepy na Twe dary. Lecz nigdy, nigdy okrutną spowiernicą nie bądź, gdy w samotności pokoju mego siedzę, myśląc o Niej, uczynku i zaniedbaniu. Co serce mi kruszyć chce, co tętnice wycina, co krew wypija. Bądź miłością godną miłości – daj kochać zdrowo. Z Nią, ku mym boku. Z Jej marzeniami w mym świecie. Kochaj mnie miłości, jak ja kocham Ją, miłości kochaj mnie. By mnie kochała Ona, bym ja kochał Ją byś nas kochała.

Opublikowane w:  on 9 Marzec, 2009 at 12:34 am Dodaj komentarz

zemścić się

Zemścić się za to co było. Tak dla samego siebie, przecież nie dla kogoś innego. W nienawiści z smutku, znaleźć szczęście. Z pustki w czymś ogromnym dostąpić chwil zaufania, namiętności i szczęścia. Nie do końca tak by tylko dla siebie, też tak dać komuś cząstkę siebie, których tak wiele przecież nie masz. Dać ją komuś i obdarować tym co masz. Czyli, zmienić to czym się żyło przez ostatnie czasy, na coś takiego jakim chciałeś żyć wtedy. Czasem w takich zemstach, główną potrzebą jest poczucie miłości. Czasem, to tylko potrzeba czucia się potrzebnym. Jakież to egoistyczne. Mścimy się sami na sobie, po związkach, po kłótniach, po partnerstwie, po dokonanych końcach. I czy to zaparcie, czy powoli idziemy dalej. Oglądamy się co chwilę, wszystko co nowe porównujemy z tymi pierwszymi, z tymi kolejnymi. Najlepiej by było, odkryć się raz i więcej nie musieć tego robić. Niestety, jest pierwsza, kolejna, kolejny związek i już staczamy się w dół racjonalnego podejścia, powolnego z myśleniem co będzie, a co jak i co by było gdyby? Tracimy to o co w miłości chodzi. I mścimy się na sobie, idziemy w kolejne i kolejne. A naukowcy niedawno dowiedli, że istnieje miłość na całe życie i występuje w co dziesiątym związku. Czy przez to, że po każdym uczymy się bardziej uważać i jesteśmy ostrożniejsi, realistyczne podejście przejmuje władze nad uczuciem… czy mamy szanse jednak znaleźć sobie ten dziesiąty związek?

Ile ja już ich miałem?

Opublikowane w:  on 26 Luty, 2009 at 12:52 pm Dodaj komentarz

… i nic i tak naprawdę nic …

i nic i tak naprawdę nic
się nie zmienia
aż w zakątku tym początku
przyjedziesz do mnie,
będziesz mną w nami skutych łańcuchami.

Czas krąży i ciąży
i bez odzewu świat się zmienia
a czas przechodzi
gdy coś odchodzi.

i czy się nic nie zmienia,
zima, lato, wiosna i żałosna
kresu gdy nowości
z pyłu kości
aż do starości.

Opublikowane w:  on 16 Luty, 2009 at 10:53 am Komentarze (1)

Rozwój informatyki na przełomie XX wieku

Według większości społeczeństwa największy postęp w rozwoju informatyki nastąpił w XX wieku. Przekonania te są nie do końca zgodne z rzeczywistością, gdyż tak naprawdę dziedzina informatyki ma swoje początki już w dawnych dziejach początków cywilizacji. Ludzie nie myśleli jeszcze o możliwościach komputerów, lecz już znali proste maszyny ułatwiające liczenie. Pierwsze abakusy wymyślili Chińczycy już 2600 lat przed naszą erą. Rzecz która najbardziej przyczynila sie do rozwoju informatyki, a wręcz bez której nie powstały by żadne nowoczesne komputery, to logarytmy wynalezione przez Johna Napiera już w 1614 roku. Natępnie zbudował już bardziej złożone urządzenie ułatwiające mnożenie liczb wielocyfrowych, później nazywane kostkami Napiera. W późniejszych czasach odkrywane są nowe moetody liczenia, na których opierają się proste maszyny. Od roku 1700 aż do 1880, budowano głównie coraz to bardziej zaawansowane kalkulatory. W 1880 roku powstają początki firmy IBM, która tą nazwę przyjmie dopiero w 1911 roku; założona przez Hermana Hollerith który w tym samym roku używa skonstruowanej przez siebie maszyny, do policzenia ludności w stanach zjednoczonych. Następnie w 1903 roku Nikola Tesla, osoba bez której obecny rozwój technologiczny nie był by możliwy, patentuje obwody elektryczne zwane przełącznikami i bramkami. Zaledwie pare lat później w roku 1924, Walther Bothe dostaje nagrodę nobla za wynalezienie pierwszej bramki logicznej “AND”. W 1939 roku, w gmałym garażu w kalifornii powstaje firma Hewlett-Packard, obecnie ogromna filma produkująca podzespołu komputerowe. Aczkolwiek, Najwiekszy rozwój technologi komputerowej nastąpił w XX wieku naszej ery i jest dalej kontynuowany w XXI wieku. Właśnie dlatego, postanowiłem w mojej pracy skupić się na tym okresie historii informatyki.
Każdy chyba zna słynne słowa Billa Gatesa: “640 KB pamięci operacyjnej powinno każdemu wystarczyć” które wypowiedział w 1981 roku. A następnie już 4 lata później, najnowszy system, jeszcze tylko aspirujacej do wielkości małej firmy z Redmont, posiadał minimalne wymagania o wysokości zdecydowanie większej, niż Bill Gates wcześniej twierdził. W tych czasach, Microsoft był tylko mało zagrażającym rywalem dla boga komputerów Steva Jobsa i jego firmy Macintosh. Takie komputery jak apple I, czy późniejszy kultowy apple II biły rekordy sprzedaży i przeczyły wszystkim wypowidziom informatyków sprzed parunastu lat. A twierdzili oni iż komputery nie będą nikomu potrzebne a już na pewno nie trafią na prywatne biurka użytkowników. Albowiem w tamtych czasach komputery jeszcze działające tylko na lampach tranzystorowych zajmowały wiele metrów kwadratowych przestrzeni.
Gdzieś po drodze wielkiego boomu technologicznego, który tak zwiększył prędkość postępu technologicznego iż powstała plotka twierdząca że: jeśli przemysł motoryzacyjny rozwijałby się tak szybko jak informatyczny, to najnowszy model ferrari miałby nie tylko 1000 koni mechanicznych, lecz jeszcze kosztował by około tysiaca dolarów. To zdanie nie odbiegało tak bardzo od prawdy jak się okazało z czasem. Najnowsze procesory, już po roku kosztowały o połowe mniej. W czasach obecnych, najnowsze procesory to określenie błedne dla procesorów starszych niż sześć miesięcy. Tym wynalazkiem były komputery stacjonarne PC i laptopy. Od momentu w którym zwyczajny Kowalski mógł kupić sobie komputer i postawić go u siebie w domu, technologia komputerowa znalazła innych nabywców niż wielkie korporacje, które jako jedyne miały pieniadze by kupować ogromne maszyny. To właśnie małe komputery, z jakże małą mocą i możliwościami zachwyciły takich Kowalskich i dawały im satysfakcję.
Powoli zaczęły wykrztałcać się na rynku giganty takie jak IBM, Microsoft, Intel, AMD i Macintosh. I tak, Microsoft tworzył systemy operacyjne działające na podzespołach IBM’a, które używały procesorów Intela lub AMD a Macintosh tworzył własne systemy operacyjne, własne aplikacje i własny hardware. Sam początek ery komputerów stacjonarnych, popularnie nazywanych PC (ang. Personal Computer, określenie wychodzące wprost z firmy IBM) to głównie komputery apple i komputery operujące na systemach Windows. Natomiast inne systemy operacyjne, choć na samym początku nie znane było jeszcze określenie Open source (ang. otawrty kod) to systemy typu UNIX i wywodzące się z niego wszelkiej maści Linuxy. Systemu nazywane OpenBSD lub FreeBSD były tworzone przez społeczności programistów tak, iż każdy mógł do nich dołączyć w dowolnym momencie projektu. Dzięki czemu systemy te, choć nie przystępne dla normalnego użytkownika to były bezpieczniejsze i lepiej opisane niż inne. Kiedy wydawało by się iż na rynku nie ma już miejsca na inne firmy, zaczęły powstawać firmy, głównie na początku lat osiemdziesiątych, które zaczeły zajmować się bezpieczeństwem sieci i danych. takie jak Cisco, Novell i inne.
W drodze do pełnej informatyzacji świata, występują takie zauważalne syndromy jak miniaturyzacja i ogólnodostępna informacja w coraz większym tępie. Żyjemy w dobie informacji, gdzie informacja syskała na wartości. Początki internetu sięgają już lat sześćdziesiątych. Został on skonstruowany na potrzeby militarne, pierwszy ARPANET miał za zadanie udostępnić komunikacje w czasach wojny nuklearnej. Obecnie, bez internetu nie istniała by obecna szerokodostępna informacja. sądzę, iż był to jeden z największych przełomów w dziejach informatyki.
Minaturyzacja szła wraz postępem technologicznym, z welu metrów kwadratowych, do zaledwie paru centymetrów, a obecnie już wręcz paru milimetrów. Procesory, nigdyś tak ogromne teraz budowane są w technologiach 65 nanometrowych. Prawda jest taka, iż o komputerach w dzisiejszym tego znaczeniu słowa, możemy mówić dopiero od powstania centralnej jednostki zarządzania (ang. CPU) bez której, wcześniej można było mówić jedynie o mechanizmach, bądz maszynach liczących, szyfrujących bądź deszyfrujących. Mimo iż miniaturyzacha nie skończyła swojej drogi, to wiele specjalistów twierdzi iż w niedalekiej przyszłości, to mimo możliwości budowania małych komputerów, komórek i tym podobnych, będzemy raczej chcieli posiadać urządzenia wielofunkcyjne, niż małe komputery, małe telefony.
Na przełomie XIX i XX wieku, technologia komputerowa wpadła w galop w którym utrzymuje się po dziś dzień. A wraz z rozwojem informatyki, nadchodzą ogromne pieniądze dla tych, co informatyka się zajmują. Bez postępu technologicznego, informatyki, nasz obecny świat nie wyglądałby tak jak wygląda teraz. Sądzę iż jest to najważniejsza dziedzina nauki, dzięki której jesteśmy w stanie nie tylko szybko się komunikować, lecz także produkować wszyscy szybciej i dokładniej. Tak oto, z najprostszych urządzeń abakusa, dotarliśmy aż do maszyn, elektroniki która przewyższa nasze możliwości liczenia wielokrotnie. My nie jesteśmy już w stanie dorównać ogromu operacji liczbowych na sekundę procesora nawet choćby dziesięcio letniemu. A złożyło się na to naprawdę dużo osób i dlatego śmiem twierdzić, iż bez nawet najmniejszego kroku na linni technologicznej prowadzącej do dnia dzisiejszego, nic by nie powstało.

Opublikowane w:  on 10 Luty, 2009 at 5:42 pm Komentarze (1)
Tags: , , , , , ,

437

czterysta,
trwało w ciszy, lęk czy też koniec.
trzydzieści,
szukano dróg w małym świecie.
siedem,
i się skończyła droga siedmio milowa.

Malin, płaczących kwiatów

Opublikowane w:  on 1 Luty, 2009 at 4:22 pm Dodaj komentarz

rysunek

nowy rysunek. czas pracy to 9 godzin.

From Grafika
Opublikowane w:  on 31 Styczeń, 2009 at 12:29 pm Komentarze (1)

ruch

nie jestem teraz, nie wiem czy byłem kiedyś. może będę już jutro. mrugniecie, zamknęły się drzwi. rozejrzałem się w koło. tylko szafki, półki. biurko. nic co by miało znaczenie. przedmioty, tak wątłe i mało warte. obraz. rysunek, zostanie na tej ścianie, może tylko on coś jeszcze znaczy. choc nie, to przecież już było. czy ja tez byłem? mrugniecie.
odszedłem od tego drzewa, zostały na nim dwie litery, plus. serce. przyroda ucierpiała. z czasem ktory juz nadszedł w przyszłości, drzewa zrzuciło kore którą zniszczyłem. nie pozostał ślad. czy cos pozostanie? mrugniecie.
Boje sie ludzi zmieniać. bardzo boje sie wywołać reakcje, nie chce zmieniac, nie chce tworzyc. zyc obok. zyc, ale nie byc w zyciach innych. nie rozkochiwac, choc dzieje sie to bez mojej wiedzy. nie byc z kims. nie tworzyc smutku, nie wprawiać w ruch kuli, być, lecz jakby nie być. tworzyć, lecz nie wplywac. prosić, lecz nie otrzymywać proszonych rzeczy. isc, lecz nie posuwać się do przodu. mrugnięcie.
jestem juz teraz. pisze. slucham mojej muzyki, akurat leci “time after time” evy cassidy. placze. nie wiem dlaczego. dla nikogo, to wiem. nie dla siebie, to wiem. nie za zyciem, raczej nie za zyciem. moze to ten moment, moze to ta chwila. juz ukmneła. mrugnięcie,
jestem już teraz. pisze. słucham mojej muzyki, akurat leci “time after time” evy cassidy. placze. nie wiem dlaczego. dla nikogo, to wiem. nie dla siebie, to wiem. nie za zyciem, raczej nie za zyciem. moze to ten moment, moze to ta chwila… czas leci dalej. telefon. “tak, tak zyje” mowie. slysze, znowu. slowa pocieszenia. tylko tyle wiem. dziekuje Ci… “tak, pisze. tak, tak slucham Ciebie” nie slucham. slysze, rozumiem. ale nie dociera do mnie. “juz pozno, idz spac”. poszla spać. zadzwoni jutro. chce sie spotkac, moze. nie wiem czy bede mial czas. i tak dalej, skok, skok, mrugniecie, skok. mrugnąłem.
“jestes?”, odpowiedziala ze tak. a ja jej nie czuje. juz od dluzszego czasu jej nie czuje, jej nie widze, jej nie slysze. nie slysze od niej. a jest. okrutne. bardzo. nie wiem. ale tak, “acha, dobrze… to kiedy indziej” wylaczyla sie. rok… 2005 moze 2006. czas dla mnie nie jest terazniejszy. to kiedys. napewno nie teraz. mrugniecie.
znowu jestem teraz. ide spac. po prostu. zdarza sie. jest chujowo. i tyle. krotkie zdania. malo tresic. poszedlem spac. “dobranoc” i nie slysze odpowiedzi. po prostu, koniec.

Opublikowane w:  on 27 Styczeń, 2009 at 2:08 am Dodaj komentarz

mrugnięcie

Ona wtedy dotknęła mojej dłoni. Wciąż patrząc się w przestrzeń, myślałem o tej chwili. Chwile, to tylko koraliki na sznurku. mrugnięcie, i już byłem w wieku 8 lat, uciekając przed dozorcą któremu właśnie wrzuciłem pod kosiarkę kamień i przez ta ją zniszczyłem. Kolejne mrugnięcie i jej głowa spoczywa na mym ramieniu. Cisza jest taka piękna, że nawet najpiekniejsze jej słowa by ja zanieczyściły. Ona taka piękna. to tylko chwila. nie wiem, czy tylko ja nie wiedziałem co powiedzieć. nic nie mówiliśmy. w końcu zmieniła temat, wycieczka – góry. coś tam. nie słuchałem, jedynie melodyczność głosu docierała do mych uszu, mózg już nie rozpoznawał znaczeń słów. tak więc, tak to się kończy. W ciszy i bez żadnych uniesień. mocno biło mi serce, bałem się. w sumie nie wiem nawet czego, może tego że już nie będę myślał. I przestałem myśleć, tak jak tygodniami rozmyślałem o głupich wiadomościach, tak od tego momentu już nie musiałem. wróciłem do domu. gdzieś po drodze, dowiedziałem się że umrę. że połowa życia już przeleciała. szkoda, ze tylko połowa mojego obecnego życia była częścią świadomą.
gdy coś ma być będzie, a wszystko co było też będzie a to co będzie już było. mrugnięcie, i znalazłem się w niedalekiej przyszłości, w której jestem już kimś innym. I mimo wszystkiego co było jestem z kimś innym. Tak jak alkoholik po każdej kolejnej butelce, jak mówi że kolejnej nie tknie, ja nigdy się nie zakocham. tak mówię, tak myślę. jakoś nigdy się nie udaje. ile miłości tworzy życie? z ilu miłości życie się składa i na ile miłości składa się jedno życie?
Nie otwierałem butelki, miałem jedną schowaną w szafce. wystarcz… mrugnięcie. pije ze znajomymi, to są czyjeś urodziny, ktoś coś krzyczy. ja jestem już pijany. z świadomością, że pije dla czegos, po cos. ale jeszcze nie wiem dlaczego. mrugniecie i juz wiem dlaczego pilem. ale teraz, jeszcze nie otwieram butelki. czy pije przez nia, czy przez wyniki jakie własnie otrzymałem sms’em? nie pije, nie otworzyłem jeszcze butelki.
mrugnięcie, jestem tuż po tym jak skończyłem to pisać, czytam to raz jeszcze. myślę, o nikim. nawet nie o mnie. o niczym, nawet nie o jakimkolwiek uczuciu. nie muszę. wystarczy ze mrugnę znowu i wroce do czasu gdy byłe z nią, lub kiedy z nią nie byłem. “wybieraj” to taki wielki napis na drzwiach mych powiek. jestem tam gdzie chce byc. to ja kontroluje sytuacje. dobić się? nigdy nie przejmowalem sie niczym innym jak osobami ktore kochałem kocham i te które bede kochac. moje zycie, nie zaliczenie, zlamana noga, jakos nigdy mnie nie przejmowały za bardzo. po prostu. mrugniecie i jestem z tamta, ból. mrugniecie i jestem z nia, akurat chwila szczesliwa. mrugnięcie i jestem z ta, z która jeszcze nie byłem. chwila piękna. chciałbym, naprawde bym chciał.
położyłem się, nic więcej nie przychodziło mi do głowy. wszystko się już stało. leżąc, czekałem aż nadejdzie wszystko to co będzie, ale czego jeszcze nie widziałem. mrugnięcie, skok. mrugnięcie, skok. mrugnięcie skok… i tak dalej, aż do momentu gdy cofamy się na początek. do momentu w którym cofamy się na koniec. czas jest domeną cierpienia, a bezczas przyjemności. i tak bede trwał, trwał. skakał, skakał aż dojde do momentu, gdzie się cofnę. i tak dalej, i tak dalej.
wstałem. telefon. “tak, tak juz wychodzę”. jedziemy samochodem, pomagamy wypchnąć samochód zakopany w błocie. gdzieś po drodze Barbara się do mnie przytula. chwile później mówi. słysze jej głos, ale nie widzę słów. Agnieszka coś dodaje. Barbara znowu się do mnie przytula. Ciepło. mrugnięcie, i znów jestem kiedyś dawniej temu. otwarte oczy w pełnym mroku. nic nie widzę, płacz dziecka w obok pokoju. to mój brat… ile ja moge miec teraz lat? nie ważne. zaraz będę dorosły, z bagażem doświadczeń który niszczy dziecięcy światopogląd. już za kolejnym mrugnięciem nie będę naiwny. nie będę głupi, tylko jeszcze durniejszy. świat straci kolory. mrugnięcie, mrugnięcie, mrugnięcie i nie ma już mnie. lub jeszcze

Opublikowane w:  on 26 Styczeń, 2009 at 11:22 pm Dodaj komentarz